ŚNIEG W BERLINIE

Przecięte bulwary. Przecięte tętnice.
Mocno przewiązane. Ale krwawią.
I ból jęczy, skulony w piwnicy.
Lub kuśtyka, podparty kulami.

A śnieg się uśmiecha, figluje, szczypie
dzieci w policzki różowe.
Nawiewa zaspy, zaprasza ojców
do zabaw
sprzed obydwu wojen.

Lecz ból jest wciąż nowy. I nowy.
Z każdym nowym dniem. I z nocą każdą.
Mój wiek próbuje
zaspami go zabandażować –
niepomny, że pod szwem tkwi porzucony skalpel.

1980